Strona internetowa z formularzem rezerwacji, która odpisuje za Ciebie
Klient pyta o wolny termin wtedy, kiedy Ty pracujesz albo śpisz. Dostaje odpowiedź od razu, zostawia konkret, a Ty rano klikasz jeden przycisk w mailu.
✓ Opłata miesięczna. Wdrożenie w cenie, bez umowy na rok.
Nie musisz mi wierzyć na słowo. Wejdź i sprawdź.
Postawiłem działający przykład takiej strony — wypożyczalnia sprzętu budowlanego. Ta firma nie istnieje, ale wszystko poza nią jest prawdziwe: cennik się liczy, formularz naprawdę wysyła zapytanie, asystent odpowiada z cennika. Zapytaj go o cenę betoniarki na tydzień albo wypełnij formularz.
Twoja będzie wyglądała inaczej — kolory, zdjęcia i treść robię pod Twoją branżę, bo to ma być Twoja strona, nie moja. Powtarza się mechanizm: pytanie, odpowiedź, termin, mail z przyciskiem.
Zwróć uwagę na jedną rzecz: strona, formularz i asystent czytają ten sam arkusz Google. Podnosisz cenę w arkuszu — poprawia się na stronie i w odpowiedziach asystenta. Nie logujesz się nigdzie i nie musisz mnie o to prosić.
Najwięcej klientów gubi się
nie na cenie, tylko na ciszy.
Ktoś pyta wieczorem, nikt nie odpowiada, więc pisze do kolejnej firmy. Tak wygląda ta sama noc, gdy masz stronę, która odpisuje.
Znalazł Cię w Google, siedzi na kanapie z telefonem. Ma jedno pytanie i zero cierpliwości na formularze.
Zna Twoje godziny, ceny i zasady — bo sam mu je podałeś. Nie zgaduje, nie obiecuje rabatów i nie potwierdza terminu za Ciebie.
Wie już to, po co przyszła, więc formularz zajmuje jej pół minuty: data, godzina, liczba osób, telefon. Gdyby nie chciała nic wypełniać, może po prostu podać asystentowi imię i numer — wtedy dostaniesz je zwykłym mailem.
Zapytanie czeka na mailu. Bez logowania się gdziekolwiek, bez panelu, bez szukania hasła. Dwa przyciski.
Wysłane wczoraj 22:49
Sekundę po Twoim kliknięciu. Ty nie piszesz maila, nie dzwonisz i nie wracasz do tego wieczorem.
Powyżej przykład pokazujący mechanizm — nie zapis rozmowy konkretnego klienta.
Sześć rzeczy, i żadnej nie musisz obsługiwać.
Asystent i formularz robią dwie różne rzeczy. Formularz przyjmuje termin i wysyła Ci maila z przyciskami. Asystent zdejmuje z Ciebie pytania, które padają, zanim ktoś w ogóle zdecyduje się rezerwować — o godziny, ceny, dojazd i zasady. Kto wie, czego chce, idzie prosto do formularza. Kto się waha, najpierw pyta.
Gotowa strona
Czysta, szybka, czytelna na telefonie — bo tam patrzy większość Twoich klientów. Z Twoimi zdjęciami, cenami i mapą.
Asystent — odpowiada, gdy Ty nie możesz
Godziny, ceny, dojazd, zasady, kaucje — odpowiada tym, co sam mu podałeś, o każdej porze. Terminu nie potwierdza; kieruje do formularza. A jeśli ktoś nie chce nic wypełniać, bierze od niego imię i numer i przesyła Ci je mailem.
Formularz — tu powstaje rezerwacja
Kto wie, czego chce, nie musi z nikim rozmawiać: data, godzina, liczba osób, telefon i gotowe. Bez „napisz wiadomość”, po której i tak trzeba dopytywać.
Mail z przyciskiem
Potwierdzam albo Niestety nie. Klikasz z telefonu, klient dostaje odpowiedź automatycznie. Nigdzie się nie logujesz.
Arkusz, w którym zmieniasz treść
Cennik, godziny i zasady leżą w jednym arkuszu Google. Poprawiasz je u siebie — zmienia się na stronie i w odpowiedziach asystenta. To ten sam arkusz, w którym lądują zapytania.
Opieka, nie „powodzenia”
Coś nie działa albo dokładasz nową usługę? Piszesz, poprawiam. Nie musisz nic umieć, żeby to utrzymać.
Dla kogo jest strona internetowa z formularzem rezerwacji
Nie ma znaczenia, czy pracujesz sam, czy z dwiema osobami. Znaczenie ma to, że ktoś pyta dokładnie wtedy, gdy Ty robisz swoją robotę i nie możesz odebrać.
kajaki.zgora.pl —
zapytania 24/7, jeden klik.
Wypożyczalnia kajaków w Zielonej Górze zbiera pytania o spływy całą dobę — też w nocy i w weekend, kiedy nikt nie odbiera telefonu. Właściciel klika raz w telefonie i termin jest potwierdzony. Działa u niego sam formularz z potwierdzeniami — bez asystenta, bo go nie potrzebował. To ten sam mechanizm, który dostajesz tutaj w komplecie.
- Klient wybiera datę spływu i liczbę osób
- Właściciel dostaje mail z przyciskiem, na telefon
- Klient dostaje potwierdzenie automatycznie
- Wszystko w arkuszu Google — bez notatnika
„Mam to na stronie od wiosny. Klient pyta o termin o dowolnej porze, ja klikam Potwierdź i on od razu dostaje odpowiedź. Nie muszę siedzieć przy telefonie.”
— Sebastian, wypożyczalnia kajaków, kajaki.zgora.pl
Trzy kroki — i wszystkie po mojej stronie.
Nie dostajesz kodu do wklejenia ani panelu do nauczenia się. Cała strona internetowa z formularzem rezerwacji powstaje po mojej stronie — Ty dostajesz gotowe i arkusz, w którym zmieniasz treść.
Mówisz mi podstawy
Co robisz, jakie masz godziny, ceny, telefon i najczęstsze pytania klientów. Zwykle jedna rozmowa albo jeden mail — nie ankieta na trzydzieści pytań.
Robię całość i pokazuję
Strona, formularz, asystent i arkusz. Oglądasz skończoną wersję, zanim zobaczy ją ktokolwiek inny. Poprawki na tym etapie są normalną częścią pracy.
Włączam i pilnuję
Po Twoim „tak” strona idzie do internetu. Potem zostaję: coś nie działa albo się zmienia — piszesz, poprawiam.
Najczęstsze pytania
To gotowa strona firmowa, która robi za Ciebie pierwszą rozmowę z klientem. Ma trzy części: samą stronę, asystenta AI odpowiadającego na pytania o godziny, ceny i dojazd, oraz formularz, w którym powstaje rezerwacja. Asystent nie potwierdza terminów i nie rezerwuje — odpowiada na pytania i kieruje do formularza, a jeśli ktoś nie chce go wypełniać, przesyła Ci jego imię i numer mailem. Zapytanie z formularza trafia do Ciebie mailem z przyciskiem Potwierdź lub Odrzuć. Klikasz raz, a klient dostaje odpowiedź automatycznie.
Płacisz co miesiąc — kwotę widzisz nad przyciskiem zakupu. Wdrożenie jest w niej zawarte, nie ma osobnej opłaty na start. Nie ma też umowy na rok: płacisz za miesiąc z góry i przedłużasz, kiedy chcesz. Gdy zrezygnujesz, strona przestaje przyjmować nowe zapytania, ale wszystko, co do tej pory zebrałeś, zostaje Twoje — arkusz z zapytaniami należy do Ciebie i masz do niego dostęp dalej. Nic nie kasuję i nic nie przedłuża się samo.
Nie. Nie ma nic do instalowania ani wklejania — całość robię za Ciebie. Ty mówisz mi podstawy: co robisz, jakie masz godziny, ceny i telefon. Potem pokazuję Ci gotowe i dopiero po Twoim „tak” cokolwiek trafia do internetu.
Nie musisz. Jeśli Twoja strona Ci odpowiada, dostawiam do niej asystenta i formularz, a strona zostaje Twoja bez zmian. Nową robię tylko wtedy, gdy jej nie masz albo sam chcesz ją wymienić — wtedy najpierw pokazuję Ci gotowe.
Uczę go tym, co sam mi powiesz — Twoje godziny, ceny, zasady, częste pytania, dojazd. Wszystko to leży w Twoim arkuszu, więc zmieniasz to sam, kiedy chcesz. Nie wymyśla odpowiedzi z internetu. Jeśli ktoś zapyta o coś, czego nie wie, mówi wprost, że nie wie, i przekazuje pytanie Tobie. Pod spodem działa sztuczna inteligencja (duży model językowy), ale asystent nie udaje człowieka.
Widzisz każdą rozmowę, więc to wychodzi od razu, a nie po miesiącu. Zgłaszasz, poprawiam — bez dodatkowej opłaty i bez czekania. Asystent ma też z góry zamknięte tematy, w których nie zgaduje: nie potwierdza terminów, nie obiecuje rabatów i nie podaje cen, których mu nie podałeś. Potwierdzenie terminu zawsze zostaje Twoją decyzją.
Zwykle w kilka dni roboczych od momentu, w którym przekażesz mi podstawy — godziny, ceny, telefon. Najpierw pokazuję Ci gotowe, potem publikuję. Nic nie trafia do internetu bez Twojej zgody.
Tak, robi to jedna osoba i uważam to za zaletę: rozmawiasz ze mną, a nie z kolejnym konsultantem. Dlatego wszystko stoi tak, żeby działało beze mnie. Twoja strona, formularz i asystent pracują same — moja obecność jest potrzebna przy zmianach, nie przy codziennym przyjmowaniu zapytań. Zapytania idą prosto na Twojego maila i do Twojego arkusza, więc masz do nich dostęp niezależnie ode mnie.
Ktoś właśnie pyta o termin.
Sprawdź, czy to działa.
Zanim cokolwiek zapłacisz, otwórz przykład i pogadaj z asystentem tak, jak zrobiłby to Twój klient. Jeśli Cię przekona, resztę robię ja — Ty podajesz godziny, ceny i telefon.
Wolisz najpierw zapytać? Napisz w dwóch zdaniach, czym się zajmujesz — odpiszę osobiście.












